Błoto wciąga, czyli zabawa w offroad
Zwykło się mówić, że brudne dziecko - to szczęśliwe dziecko. Ta reguła dotyczy też niektórych dużych chłopców. Mowa o miłośnikach offroadu, których od pewnego czasu jest coraz więcej.
Offroad to specyficzna dyscyplina sportu motorowego, której się raczej nie ogląda, znacznie łatwiej jest ją uprawiać. Jest tak między innymi dlatego, że to, co najciekawsze, rozgrywa się w miejscach, do których nie da się dojść suchą stopą. Poza tym, żeby unurzać się po pachy w błocie, niepotrzebny jest wcale wybujały budżet. Dla większości offroadowców zabawa w terenie, to przede wszystkim sposób na spędzenie wolnego czasu, z niewielkim tylko dodatkiem zdrowej rywalizacji.
Bez samochodu się nie da
Żeby pojechać w teren, potrzebny jest odpowiedni samochód. Nie bez przyczyny większość samochodów spotykanych w terenie to auta 10- i 20-letnie, albo i lepiej. Wywoskowanej nowiutkiej terenówce zazwyczaj błoto nie służy, woda szkodzi, a gałęzie szorujące o błyszczący lakier psują zabawę jej właścicielowi. Do offroadu najczęściej wybierane są samochody z lat 90' i 80'Mają prostą konstrukcję, a co się z tym łączy - są teoretycznie mniej awaryjne. Zazwyczaj pozbawione są też zbędnej elektroniki i oczywiście są tańsze.
Prawdziwa terenówka musi mieć odpowiednią konstrukcję. Rama to praktycznie obowiązek, o napędzie na cztery koła nawet nie trzeba wspominać. Ważny jest też reduktor, a mile widziane są wszelkiego rodzaju blokady mechanizmów różnicowych. Lista aut jest długa, najbardziej popularne są takie modele jak Nissan Patrol, Suzuki Samurai, Jeep Cherokee, Jeep Wrangler, Nissan Terrano, Suzuki Vitara, Mitsubishi Pajero, wszelkiego rodzaju Land Rovery, Toyoty Land Cruiser, czy legendarne Mercedesy klasy G. To tylko część samochodów, które są bardzo różne - tak samo jak różne są ich ceny. Zabawę w błocie można zacząć już za około 10 000 zł, tyle trzeba zapłacić na przykład za dobrze utrzymanego Samuraia. To celowo wybrany przykład, bo Samurai to kultowe auto, które z powodzeniem konkuruje ze znacznie droższymi i większymi terenówkami. Górnej granicy nie ma, budżety polskich wyczynowców startujących w najtrudniejszych rajdach przeprawowych wynoszą po kilkaset tysięcy złotych. Jest tak głównie dlatego, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a najdroższe okazują się wszelkiego rodzaju przeróbki.
Od bulwarówki do terenowej maszyny
Bulwarówka to określenie auta, które wygląda na terenowe, a nadaje się głownie do jazdy po asfalcie. Decydując się na zakup samochodu terenowego trzeba sobie zostawić fundusze na przeróbki, bez których nie ma zabawy. Absolutnym minimum są odpowiednie opony. Szosowe gumy w terenie nie dają nam żadnych szans. Dla osób, które mimo wszystko więcej czasu chcą spędzać na asfalcie, przeznaczone są opony typu AT (all terrain). Ich bieżnik jest nieco bardziej agresywny od szosówek, ale zapewnia przyzwoitą trakcję, zarówno w lekkim terenie, jak i na "twardym". Przeciwnicy półśrodków wybierają opony błotne typu MT (mud terrain). Tu mamy do czynienia ze znacznie ostrzejszym i głębszym bieżnikiem o świetnych właściwościach terenowych. Jednak jazda na takich oponach po asfalcie do komfortowych nie należy. Nie nadają się one do szybkiej jazdy, a ich przyczepność na asfalcie jest mocno ograniczona. Warto też wspomnieć, że zazwyczaj montuje się koła o szerokości i średnicy większej od oryginału - czasem znacznie większej.
"Lift"
"Lift" to z angielskiego "podnosić". W gwarze offroadowców oznacza podwyższanie zawieszenia lub samej karoserii względem ramy. Operacja zazwyczaj i w uproszczeniu polega na wymianie sprężyn, resorów, amortyzatorów, a czasem wahaczy i innych drobniejszych elementów. Wszelkiego rodzaju "lifty" mają dwie zalety - umożliwiają zamontowanie większych kół i zwiększają prześwit auta. W obu przypadkach właściwości terenowe polepszają się.
Inne przeróbki
Tu lista obejmuje dokładnie wszystkie elementy auta. Właściciele samochodów terenowych w ferworze wyścigu zbrojeń stopniowo modyfikują według własnych potrzeb niemal każdą część. Nie należy jednak inwestować we wszystko od razu. Kupionym samochodem trzeba po prostu jeździć w terenie, a zdobyte doświadczenia pokażą nam, w co warto zainwestować.
Najbardziej popularne akcesoria, które można zamontować w swoim aucie, to wszelkiego rodzaju dodatkowe oświetlenie, zarówno przednie, jak i tylne. Urządzeniem, które może okazać się wyjątkowo cenne, jest wyciągarka. Poza tym warto pomyśleć o mocnych stalowych zderzakach, poszerzeniach na nadkola, wszelkiego rodzaju osłonach, bagażnikach dachowych, czy blokadach mechanizmów różnicowych. Bardzo charakterystycznym offroadowym gadżetem jest też "snorkel", przez laików zwany kominem. Snorkel to element doprowadzający powietrze do silnika. Bez niego podczas przejazdów przez wodę i brodzenia woda może dostać się do filtra powietrza, a potem do cylindrów silnika obracając go w ruinę.
"Szpej"
To kolejne słowo z terenowego żargonu. Dotyczy szeroko rozumianego wyposażenia dodatkowego, czyli tego, co w aucie znaleźć się powinno. Podstawowym elementem jest popularny "kinetyk", czyli gruba elastyczna lina, która jest przydatnym narzędziem do wyciągania auta uwięzionego w błocie czy piachu. UWAGA: "Kinetyk" jest pomocny, ale źle używany może okazać się wyjątkowo niebezpieczny. Zerwana lina sieje spustoszenie, a jeśli urwie się z kawałkiem zardzewiałego auta, działa jak pocisk, który niszczy wszystko na swojej drodze. Niedopuszczalne jest zaczepianie liny o hak holowniczy (może się zsunąć). Sama lina musi być wyposażona w solidne szekle i utrzymana w dobrym stanie, a podczas jej używania należy zachować szczególne środki ostrożności.
Poza linami, pasami i szeklami w aucie wybierającym się na bezdroża powinna znaleźć się łopata, solidne rękawice, podstawowe narzędzia, latarki, kalosze lub spodnio-buty. To wszystko w ramach podstawowego osprzętu. Poza nim jedynym ograniczeniem jest waga i pakowność naszego auta. Przydaje się wszelkiego rodzaju sprzęt biwakowy, zbiorniki na wodę, zbiorniki z dodatkowym paliwem, podnośniki... słowem: czego dusza zapragnie.
No to w teren
Weekendowy wypad za miasto odpowiednio wyposażonym i co najważniejsze – sprawnym autem, to czysta przyjemność. Jeśli uda nam się dodatkowo przekonać towarzyszkę życia, że błotne okłady służą urodzie, to nasze nowe hobby nie zaburzy przy okazji życia rodzinnego. Podczas spontanicznych wypadów w teren najlepszym planem jest brak planu, ciekawe miejsca można znaleźć praktycznie wszędzie. Trzeba tylko pamiętać, że ryjący glebę terenowy potwór nie wszędzie jest mile widziany. Jazda po polach uprawnych to czysty wandalizm, straż leśna też nie chciałaby nas wszędzie widzieć. Dlatego trzeba zachować rozsądek i nie narażać się otoczeniu, tak, żeby przez jedną czarną owcę nie ucierpiało całe środowisko.
Bardzo dobrym sposobem na zdobywanie doświadczenia i jazdę po przygotowanych trasach jest udział we wszelkiego rodzaju rajdach. Tego typu imprezy gwarantują świetną zabawę, odpowiednie trasy i elementy rywalizacji. Amatorskie rajdy organizowane są praktycznie co tydzień. W rożnych miejscach Polski odbywa się czasem kilka rajdów jednocześnie. Startując w takich imprezach ryzykujemy tylko jedno. Możemy przekonać się, jak prawdziwe jest porzekadło offroadowców "błoto wciąga", zarówno dosłownie, jak i w przenośni.
autor: Kacper Jeneralski