Dziś jest 10 czerwca 2026 (środa)










 w najnowszym numrze 




Pęknięta sieć
dodano: 2011-12-19

Każdy wie, co to jest sieć. Rybacka, pajęcza, albo drogowa. Łatwo więc wytłumaczyć, że jeżeli sieć zostanie w kilku miejscach przerwana, to się rozleci i przestanie być siecią. Sprawa wydaje się oczywista.

 

Niestety nie dla urzędników i polityków. W Polsce samorządy miast na prawach powiatów mogą ciąć sieć dróg krajowych kierując się lokalnymi interesami i mając w nosie konsekwencje dla systemu transportowego kraju. Po co zresztą miałyby się nad tym zastanawiać? Nikt nie patrzy im ręce.

 

Przykładów wprowadzania przez powiaty grodzkie ograniczeń uniemożliwiających przejazd drogą krajową najcięższym pojazdom jest w Polsce dużo. Najgłośniej mówi się ostatnio o zamknięciu drogi krajowej nr 92 w granicach Konina, ale każdy przewoźnik umie podać przykład takich działań na trasach, którymi jeżdżą jego samochody. Zostawmy przykłady, zajmijmy się chorą zasadą umożliwiającą tego typu praktyki.

 

Nikt nie używa wielkich ciężarówek, żeby odwiedzić znajomych, albo wyskoczyć z rodziną w plener. Ciężarówki jeżdżą, bo muszą, bo takie są potrzeby gospodarki. Pełnią rolę usługową. Sprawny  transport wpływa na efektywność i konkurencyjność gospodarki. Droga zablokowana dla ciężkich pojazdów to objazdy, a więc dodatkowe koszty, które muszą w konsekwencji ponieść klienci, czyli my wszyscy.

 

Przepisy dające powiatom grodzkim uprawnienia do ograniczania ruchu na drogach krajowych powodują tymczasem, że lokalni politycy traktują te drogi jak polityczny folwark. Łatwo przypodobać się wyborcom mówiąc im: Nie wpuścimy tirów do miasta, zamkniemy drogę, niech ciężarówki jeżdżą gdzie indziej. Nikogo już potem nie obchodzi, którędy te ciężarówki pojadą, ani jakie to powoduje dodatkowe koszty.

 

Niech jeżdżą którędy chcą, byle nie przez nasz teren. Są też przypadki, w których samorządy traktują wprowadzane przez siebie ograniczenia na drogach krajowych jako formę nacisku na rząd, wzmacniającą starania o środki na budowę obwodnic. Jak to się ma do spójności sieci dróg krajowych? Nijak. Samorządowcy podejmując decyzję na swoim terenie nie zadają sobie trudu, żeby na sprawę spojrzeć szeroko. Troska o sprawne działanie sieci dróg to nie ich sprawa. Oni zrywają sieć, bo tak jest wygodnie i tego oczekują ich lokalni wyborcy.

Im bardziej uczęszczana droga, im więcej na niej wielkich ciężarówek, tym większe ciśnienie lokalne, żeby postawić zakazy i mieć święty spokój, ale też tym większe straty. Nie tylko gospodarcze, ale i społeczne. Objazdy to ogrom wypalanego niepotrzebnie paliwa, to wyższe koszty pracy, to zagrożenie bezpieczeństwa na alternatywnych, często gorszych drogach. Czas najwyższy, żeby odpowiedzialni za sieć polskich dróg zaczęli liczyć, ile kosztuje działanie przepisów umożliwiających samorządom traktowanie dróg krajowych jak kawałka własnego podwórka.

 

Polska inwestuje w rozwój sieci dróg wielkie pieniądze. Tylu inwestycji drogowych nie było u nas nigdy. Mimo opóźnień i wielu innych kłopotów będziemy kiedyś wspominać obecne lata jako czas, kiedy w Polsce powstały nowoczesne drogi. Może trzeba nie tylko je budować, ale również zweryfikować sposób zarządzania siecią. Jedna sieć, jeden cel, jeden gospodarz.      

 

Czas najwyższy, żeby odpowiedzialni za sieć polskich dróg zaczęli liczyć, ile kosztuje działanie przepisów umożliwiających samorządom traktowanie dróg krajowych jak kawałka własnego podwórka.

 

Autor: Sławomir Jeneralski

     
drukuj | powrót »



 
banery reklamowe



(c). 2012 ZMPD. Wszelkie prawa zastrzezone.