Kierowca przemyca, karzą przedsiębiorcę Przedsiębiorcy transportowi wysyłający pojazdy przez Białoruś coraz częściej stają się ofiarami nasilającego się przemytu papierosów. Prawie zawsze, gdy taki nielegalny wywóz zostanie stwierdzony, białoruskie służby celne rekwirują pojazd jako narzędzie przestępstwa. Niemal nigdy żadnemu przedsiębiorcy nie udało się odzyskać swojej własności. Cały proces odwoławczy od wyroku sądu grodzkiego I instancji trwa około sześciu miesięcy. Taki wypadek przytrafił się przedsiębiorcy z Gruduska, Januszowi Czarzastemu, właścicielowi firmy Mega - Trans. W listopadzie ubiegłego roku władze białoruskie zatrzymały na przejściu granicznym w Oszmianach ciężarówkę VOLVO FH12 będącą własnością firmy. W kabinie auta kierowca, Bogdan N., przewoził 940 paczek papierosów z białoruską akcyzą. Za to przestępstwo sąd grodzki w Oszmianach ukarał go konfiskatą papierosów, mandatem wysokości 875 000 rubli, a także konfiskatą ciężarówki na poczet tej sumy. Janusz Czarzasty dwukrotnie, za pośrednictwem białoruskiej kancelarii prawnej, odwoływał się od tego wyroku. Jako właściciel pojazdu nic o przemytniczym procederze nie wiedział, a wszyscy jego kierowcy - zgodnie z regulaminem firmy - są zobowiązani do złożenia oświadczenia o tym, że nie będą przewozić przez granicę narkotyków, papierosów i alkoholu. Dwukrotnie sądy wyższej instancji - i w Grodnie, i w Mińsku utrzymały wyrok, tym samym wszystkie prawne możliwości odzyskania samochodu zostały wyczerpane i właściciel musi pogodzić się ze stratą. Koszt utraconego ciągnika to około 120 tys. zł, czarnorynkowa wartość skonfiskowanych papierosów wynosi około 3 tys. zł. Oprócz ewidentnej straty poniesionej przez przewoźnika warto również zwrócić uwagę na fakt, że polskie prawo nie przewiduje utraty ciężarówki w drodze konfiskaty. Pojazd jednak w dalszym ciągu figuruje w ewidencji środków trwałych przedsiębiorstwa, przewoźnik natomiast nie wie, jak np. w takiej sytuacji rozliczyć podatek VAT . Kierowca Bogdan N. nie pracuje już w firmie Mega-Trans. Z początku zadeklarował, że będzie nadal pracował i w ratach pokryje właścicielowi straty. Natomiast Janusz Czarzasty nie chciał ryzykować utraty kolejnego samochodu. Rozstał się z pracownikiem, który odchodząc podpisał zobowiązanie, że przez 4 lata będzie spłacał równowartość utraconej ciężarówki. Od stycznia tego roku kierowca nie wywiązuje się jednak z danego słowa. Intencją przewoźnika nie było oskarżanie pracownika. Niech dowodem na to będzie fakt, że umowa o pracę nie została rozwiązana dyscyplinarnie. Natomiast Janusz Czarzasty uważa, że nie należy takich spraw puszczać płazem. Nauczeni takim przykładem nieuczciwi pracownicy mogliby w dalszym ciągu narażać swoich pracodawców na duże straty, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji. Dlatego zamierza sprawę oddać do sądu. Tym bardziej, że nie jest to przypadek odosobniony. W promieniu 10 km od siedziby firmy Mega-Trans w ostatnich dwóch latach innym przewoźnikom zarekwirowano 5 samochodów. Wszystkie w związku z przemytem papierosów. W sierpniu 2010 r. Zenon Franciszek Nosarzewski z sąsiedniej firmy stracił w takich samych okolicznościach dwie nowe ciężarówki. Przeszedł taką samą drogę procesową jak właściciel firmy Mega - Trans. Jego sytuacja okazała się jednak bardziej skomplikowana, ponieważ utracone pojazdy były wzięte w leasing. W związku z tym musiał spłacić pozostałe raty i dodatkowo wykupić polisy autocasco na ciężarówki, których już faktycznie nie miał. Zdaniem Z. Nosarzewskiego przemycanie papierosów jest nagminnym procederem wśród kierowców. Traktują to jako łatwą i intratną formę dorabiania do pensji, zwłaszcza że prawie niczym nie ryzykują. Białoruski wymiar sprawiedliwości zwalnia w takich wypadkach z wszelkiej odpowiedzialności bezpośrednich sprawców zdarzenia, czyli kierowców. Karani z całą surowością są za to, Bogu ducha winni, właściciele firm. Ryszard Gałczyński
|